Miłość w czasie pandemii

O czułości w partnerstwie, co doceniać, gdy się jest samotnym, oraz o rzeczywistości po epidemii koronowirusa rozmawiam ze Zbigniewem Lwem-Starowiczem, ekspertem z zakresu seksuologii, psychiatrii i psychoterapii.

Rozmawiała Justyna Kozubska-Malec

Czy Polacy w obecnej sytuacji mają ochotę na seks?

Bardzo różnie, choć wielu uwielbia go uprawiać. Czy jednak trzydzieści siedem milionów? Tego nie jestem pewien. Jeśli ktoś lubi seks i sprawia on mu przyjemność, to pandemia nie będzie tu przeszkodą.

Nie boimy się zarazić?

Nie, jeśli razem mieszkamy. Przecież się obserwujemy na co dzień i widzimy, czy jesteśmy zdrowi, czy nie. Teraz spędzamy ze sobą wiele czasu, więc jeśli mamy „na siebie ochotę”, możemy seks uprawiać niemal codziennie. Warunki są ku temu znakomite. Jeżeli jednak nie do końca go lubimy, możemy używać argumentu, że boimy się zarazić, unikając w ten sposób zbliżenia. Choć takie zachowanie będzie powodować trudne sytuacje w domu.

Czy podczas trwania epidemii koronowirusa nasze podejście do seksu się zmieniło? Jesteśmy w domu częściej niż zwykle. Czy takie bycie non-stop razem sprzyja bliskości, czy wręcz odwrotnie, sprawia, że łakniemy samotności jak nigdy dotąd?

Dla związków udanych obecna rzeczywistość jest wręcz zbawienna. Mamy więcej czasu dla siebie, możemy lepiej się poznać, wzajemnie sobie pomagać i kochać się. Gorzej dla tych, którym związki się nie układały, a wyjście do pracy stwarzało w nim pewien dystans. Jeśli zauważaliśmy między sobą konflikt, to on na pewno urośnie. Dla tych par ta codzienność jest zdecydowanie gorsza, niż była. Konflikty się pogłębią, a jeśli jeszcze mieszkamy oddzielnie, to na seks ani nie będziemy mieli ochoty, ani sposobności.

O jakich konfliktach Pan myśli?

Mam parę, która przez wirusa nagle znalazła się w dwóch różnych państwach i nie mogą się spotykać. Nie mają już bliskości, za to więcej czasu na refleksję o swoim związku. Zastanawiają się wręcz,  czy kontynuować znajomość. Były między nimi już wcześniej problemy, a teraz dodatkowo narosły, i proszę, do czego dochodzi. Wystarczy nawet, że para mieszka w dwóch różnych miastach, nawet nie bardzo od siebie odległych. Para łaknie spotkania, ale sytuacja na to nie pozwala.  Jeszcze półtora miesiąca temu nie można było wsiąść do samochodu i się odwiedzić. Teraz nareszcie powoli sytuacja się zmienia na plus. Gorzej jest jednak w związkach, które dopiero powstały. Parom brakuje spotkań, chodzenia do kawiarni, kina i trzymania się za ręce. Obecny czas nie sprzyja takim relacjom. Koloryt relacji, randkowania jest mocno ograniczony, choć spotkanie w parku jest już możliwe, tyle że bez całowania. Niewiele jednak potrzeba, by pojawił się konflikt między partnerami i związek rozpadł.

Co z seksem singli, którzy korzystali z portali internetowych? Jedna z aplikacji proponuje seks korespondencyjny, ale czy nawet namiętna epistolografia może go zrekompensować?

Jakby mnie Pani zapytała o to kilka tygodni temu, odpowiedź byłaby inna. Teraz idzie poluzowanie, hotele zaczynają przyjmować gości i dlatego ci, którzy będą chcieli się spotkać w celu współżycia seksualnego, mają już ku temu możliwość. Oczywiście przy zachowaniu środków ostrożności. Ci, którzy ostatnio mocno odczuli, czym jest samotność, teraz bardziej docenią wartość związku i bycia z drugą osobą. Poczucie bliskości, miłości i wzajemnego zaufania umocniło się przez koronowirusa i osoby samotne będą dążyć do spotkania tej drugiej, pisanej jej połówki. Myślę, że wbrew koronowirusowym zagrożeniom poszukiwania już się zaczęły.

Czyli będziemy się szybciej zakochiwać po wygaśnięciu epidemii? Łakniemy tak bardzo tych dobrych emocji…

Co więcej, będziemy zakochiwać się mocniej. Po zakończeniu złego czasu zawsze trzeba odreagować i cieszyć się życiem bardziej niż zwykle. Mamy przykłady z historii, że po epidemiach, zarazach zawsze wzrastała aktywność seksualna, która wynikała zarówno z potrzeb psychicznych, jak i z mechanizmu ewolucyjnego. Instynkt zachowania życia należy do najsilniejszych i one w sytuacji zagrożenia się uruchamiają. Zatem spodziewać się trzeba gwałtownych miłości i wielkich zrywów emocjonalnych, które pozwolą nam cieszyć się każdą chwilą.

Czyli spodziewa się Pan, że będzie nowy baby boom?  

W czasach, gdy nie było antykoncepcji, pewnie miałby on miejsce, ale teraz raczej wątpię. Posiadanie dzieci to jest duży wysiłek, trzeba się mocno zaangażować w ich wychowanie. Powiedziałbym wręcz dosadniej, że dziecko jest problemem, a w obecnej sytuacji mamy ich wystarczająco dużo. Ludzie teraz przeżywają trudne chwile i są bardziej ostrożni w przekazywaniu życia. Po części jest to wygodne, ale bardziej w obronie swojego statusu. Co innego aktywność seksualna, a co innego świadome decydowanie się na posiadanie potomstwa. Za chwilę przyjdzie kryzys ekonomiczny i recesja. Myślę, że tylko osoby nieroztropne w obecnej sytuacji pozwolą sobie na dziecko.

Mężczyźni są teraz częściej w domu i być może zauważyli, jak wiele „ogarniają” kobiety. Co te obserwacje powodują u mężczyzny: stres czy może uczucie wzmożonej czułości, podziwu dla kobiety – tak potrzebnej, a dotąd nieokazywanej… 

To zależy od mężczyzn, choć generalnie my nie dostrzegamy takich rzeczy. Trzeba nam o nich powiedzieć, wtedy być może je docenimy. Mężczyzna skupia się na pracy, bo chce zapewnić dobry byt swojej rodzinie. Jeśli podczas home office zobaczy wysiłki swojej kobiety, to moim zdaniem doceni je i podziękuje za nie swojej partnerce. Zrobi to jednak tylko typ partnerski, a nie ten, który uważa, że prace około domowe to domena „bab”.  On nie będzie się przejmował, czy ona jest bardziej zmęczona, czy bardziej zapracowana. Cóż, ma teraz gorzej. I tyle bym się po tym typie spodziewał.

W jaki sposób typ partnerski okaże tę czułość wobec swojej kobiety?

Po pierwsze, będzie pomagał jej w czynnościowych domowych. Jeśli będą to czynności uciążliwe jak umycie okien czy posprzątanie mieszkania, zrobi to sam od siebie. Tacy panowie są też bardziej czuli wobec partnerki, mogą ją spontanicznie przytulić lub dać całusa, podczas gdy ona przykładowo przygotowuje obiad.

Na naszych oczach formułuje się nowa rzeczywistość, jaka ona będzie Pana zdaniem?

Nie sądzę, żeby te podstawowe potrzeby się bardzo zmieniły. Potrzeba bliskości, intymności, czułości i miłości to wszystko pozostanie. Wszystko zależy od efektów pandemii i tego, jak z niej wyjdziemy. Ci, którzy zachowają pracę, będą radośni, gorzej z tymi, którzy ją stracą i czeka ich na przykład przebranżowienie. Myślę, że najpierw skupimy się na własnej egzystencji, a potem będziemy szukać pocieszenia i uwagi partnera. Od zarania dziejów, po wszelkiego typu zarazach ludzkość wychodziła z nich obronną ręką. Nasze popędy pomogą odbudować nam nową rzeczywistość, która może będzie bardziej obserwowana, a my będziemy w niej bardziej ostrożni. Poczucie zagrożenia sprawi, że bardziej docenimy relacje międzyludzkie i partnerskie. A miłość jak zwykle pokona jakąkolwiek zarazę.

Dziękuję za rozmowę.

 

„Dla związków udanych obecna rzeczywistość jest wręcz zbawienna. Mamy więcej czasu dla siebie, możemy lepiej się poznać, wzajemnie sobie pomagać i kochać się.
Gorzej dla tych,którym związki się nie układały, a wyjście do pracy stwarzało w nim pewien dystans. Jeśli zauważaliśmy między sobą konflikt, to on na pewno urośnie.
Dla tych par ta codzienność jest zdecydowanie gorsza niż była. Konflikty się pogłębią, a jeśli jeszcze mieszkamy oddzielnie, to na seks ani nie będziemy mieli ochoty, ani sposobności
.”

Prof. dr hab. n. med. Zbigniew Lew-Starowicz – psychoterapeuta, seksuolog, dyrektor Centrum Terapii Lew-Starowicz
(Warszawa, ul. Nowogrodzka 62c, I p. lok. 42, e-mail: centrum@lew-starowicz.pl).

FOT.PIXABAY

 

 

Podziel się ze znajomymi!


Zapisz się
do subskrypcji
Magazynu

Otrzymasz od nas
coś fajnego

Zapisz się
do subskrypcji
Newslettera

PARTNERZY:

POLECAMY: